Robert Sowa
ROBERT SOWA - Mistrz Kulinarny, kreator menu największych wydarzeń kulturalno-kulinarnych w Polsce. Znany z programów telewizyjnych i audycji radiowych.
więcejKuchnia Roberta Sowy
Źródło: „Moje mieszkanie”, wrzesień 2005
Robert Sowa, szef kuchni warszawskiego hotelu Jan III Sobieski, opowiada, jak urządzał kuchnię dla swojej kilkupokoleniowej rodziny. Warto skorzystać z rad fachowca i wieloletniego praktyka podczas wyposażania kuchni we własnym mieszkaniu. Co wziął pod uwagę? Estetykę czy funkcjonalność? Jak pogodził interesy wszystkich członków rodziny? Niech opowieść Roberta Sowy będzie inspiracją podczas urządzenia kuchni w Państwa domach.
W podwarszawskim domu mieszka trzypokoleniowa rodzina. Każda decyzja o przebudowie czy urządzeniu wnętrza musi więc być wynikiem kompromisu. Tak też stało się w przypadku kuchni. Pierwotnie ośmiometrowe pomieszczenie było zamknięte i przez ścianę sąsiadowało z jadalnią. A ponieważ pan Robert lubi przestrzeń, pierwsza dyskusja z teściami (mówi o nich ciepło „Dziadkowie”) dotyczyła burzenia ścian. Salomonowym wyrokiem kuchnia została otwarta na jadalnię, ale pozostały dwie ścianki – osłaniająca bok lodówki i niska, którą przykryto blatem. Dalej było już łatwiej. O ergonomię i wygodę zatroszczył się pan Robert, projekt zabudowy i oświetlenia wziął na siebie jego teść, z zawodu architekt.
Składniki
Jest w kuchni kilka rzeczy, których wyborem zajął się pan Robert. „Przede wszystkim blat. Musiał być z granitu – mówi. – Tylko taki kamień jest wystarczająco trwały, twardy i nie zaplami się”. Laminowane płyty od początku nie wchodziły w grę, o marmurze nie było mowy, bo nie sprawdził się w poprzedniej kuchni. Wystarczyło postawić na nim kieliszek, a zostawały trudne do usunięcia ślady. Do granitowego melanżu dopasowano polerowane, wielkoformatowe płytki – takie same na podłodze i nad blatem. Te ostatnie udekorowane są pasami granitu i połączone z granitową płytą osłaniającą ścianę pod okapem.
Dobór sprzętów kuchennych również należał do fachowca. Dlatego, mimo mody na elektryczne płyty grzejne, w domu znalazła się płyta gazowa (stalowa). Jest pięciopalnikowa – ma cztery tradycyjne palniki i piąty większy umieszczony centralnie. „Idealny, gdy trzeba coś przygotować na szybko” – opowiada pan Robert. Przydaje się też umieszczona po sąsiedzku wysoka szafka cargo. Na wysuwanych półkach stoją produkty, bez których uprawianie sztuki kulinarnej byłoby niemożliwe.
Doświadczenia z profesjonalnej kuchni pomogły też w kupowaniu okapu. „Wybierałem urządzenie wyposażone w metalowe filtry, które łatwo zdjąć i umyć – mówi nasz gospodarz. – Choć okapy z łączonych materiałów są efektowne, nie chciałem takiego. Zbierający się od góry kurz i osiadające od dołu drobinki tłuszczu są nie do domycia”.
Piekarnik zamontowano w szafce-słupku. Nie bez kozery, bo pan Robert miał dość schylania się, gdy chciał zajrzeć, czy ciasto już gotowe. Z tej samej przyczyny narożną szafkę wyposażono w dwudzielne cargo, w całości wyjeżdżające na wózkach – w ten sposób garnek można wyciągnąć bez konieczności sięgania w głąb szafki.
Sposób przygotowania
Projekt zabudowy, wielkości i wykończenia szafek to dzieło „Dziadka”. Prosta rzecz, a trzeba było zwiedzić kilka studiów kuchennych, by znaleźć takie, które wykona zabudowę odbiegającą od standardów. Największy problem stanowił blat barku. Ścianka pod nim ma grubość ścianki działowej, wymagała więc wzmocnienia. Producent w końcu się znalazł, ale nie obyło się bez wpadki. Fronty szafek miały być wykończone fornirem, ze słojami ułożonymi poziomo. Gdy meble dojechały, okazało się, że oklejono je tradycyjnie, czyli pionowo. Fronty trzeba było wymienić.
Kuchenna zabudowa wymagała stosownej oprawy. Stało się nią światło. Praktyczne, jak podszafkowe reflektorki oświetlające przestrzeń roboczą czy „wianek” halogenów w obniżonym suficie. I dekoracyjne – wewnątrz wymurowanych szafek.
Połączone siły dwóch profesjonalistów dały efekt. W kuchni równie dobrze pracuje się panu Robertowi, jak i jego córce – specjalistce od pieczenia ciast.

